Ostatnie obrazy

Ostatnie obrazy. Obecne wydarzenia skłaniają do refleksji. Nad sobą, swoją rolą na świecie. Nie chodzi o strach przed chorobą czy śmiercią, tego raczej się nie boję. Jestem malarką, artystką. A sztuka, to nie jest coś, co jest potrzebne, gdy jest kryzys. A on nadchodzi. Będzie potrzebny chleb, kiełbasa, płyn do dezynfekcji i może ewentualnie Zenek Martyniuk. A ja, ja robię rzeczy niepotrzebne. Skoro mam „wolny czas”. Toteż robię je tak, jakby to były ostatnie obrazy, które maluję. Takie dla mnie. Nie na sprzedaż i nie na wystawę, nie dla poklasku i nie dla kariery. Dla swojej satysfakcji i, jak mandale z piasku, na zniszczenie. Unicestwienie. Wysiłek bezsensowny, ostateczny. Najprawdziwszy, jak ostatni pocałunek. I oto są, moje szczere obrazy, zamknięcie abstrakcji. Oto ja. Postać bez sensu, pyłek, który nic nie znaczy, trybik, który by być przydatny w ludzkim ulu w czasie kryzysu, będzie musiał porzucić marzenia i zapewne podjąć pracę na kasie w dyskoncie. Bo oprócz marzeń, nie potrafi nic innego. Więc póki co, cieszę się czasem kwarantanny, które są dla mnie ostatnimi dniami wolności. Jest ciepło, pięknie, ptaki śpiewają, życie rozkwita. A ja, ja jestem zmęczona marketingiem, szukaniem odpowiednich hasztagów, układaniem reklam, zmęczona jestem nadzieją, że coś z tego dla mnie będzie, że będę coś znaczyć. Nie będę. Więc nie mam już siły ani nadziei. Więc tworzę rzeczy prawdziwe, ostatnie, póki mogę. Te obrazy też początkowo były na wystawę. Kiedy zajęłam trzecie miejsce w konkursie Biennale Quadro Art, zabrakło pieniędzy na moją (akurat moją) nagrodę. Bo…  były wybory, i miasto wydało wszystko na kampanię. Organizator zaproponował mi wystawę. Świetnie, wybrałam rok 2020 (haha) żeby się dobrze przygotować. Ale kiedy poprosiłam o doprecyzowanie terminu, przestał odpowiadać na moje e-maile. Jak kafelkarz, który olał zlecenie u ciebie i nie chce mu się nawet odebrać wiadomości. A Ty – nawet nie spojrzysz na mnie, jak będę skanować twoje zakupy. Taki jest ten świat.