Dzień dobry!

Na dzień dobry trochę nieformalnie o mnie. Jestem kobietą, żoną, matką. Mam też pewien burzliwy związek z malarstwem. Pełen rozstań i powrotów. Jest to trudny związek, lecz teraz ostatecznie zdałam sobie sprawę, że malarstwo to moje życie po prostu i nie ma co przed nim uciekać. Więc jestem i tworzę. Tworzę, więc jestem. Nie mogę się „rozdrabniać”. Skończyłam jakieśtam szkoły, akademie i mam jakieśtam pieczątki. Lecz co mi to dało? Jak zewnętrzne kształtowanie ma się do wewnętrznego, i które jest ważniejsze?  Lubię szukać nowych dróg, innych sposobów. Dlatego często się zmieniam, malarsko. Lub, być może tak mi się tylko wydaje, a ja po prostu rozwijam się? Tak czy inaczej podstawowa miłość do koloru, do piękna, do szukania tego, co dobre, uskrzydlające, dające szczęście, to się nie zmienia. Bo któż z nas nie pragnie szczęścia? spokoju? harmonii? Tego szukam, to daję w swojej twórczości.